NASZ ADRES
ul. Tykocińska 27/35
03-545 Warszawa
tel. (0-22) 679-25-51
NUMER KONTA
92 1020 1042 0000 8402 0010 6013
z dopiskiem:
"na odbudowę spalonego dachu kościoła"
LICZNIK ODWIEDZIN:
23650 osób
od 15.01.2010 r.
7. Niedziela Zwykła. 19.II.2011 r.
1.W najbliższą środę rozpoczynamy Wielki Post. W tym dniu podczas Mszy św. nasze głowy zostaną posypane popiołem .W Środę Popielcową obowiązuje nas post ścisły. Msze św. w naszym kościele będą odprawione o godz. 6:30, 7:00, 8:00, 9:00, 17:00 –dla dzieci, 18:00 i o 19:00.
Od Środy Popielcowej rozpoczyna się w Kościele Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu. Zachęcamy do modlitwy o trzeźwość naszych rodzin i odnawiania przyrzeczeń trzeżwościowych.
2. W piątki Wielkiego Postu zapraszamy na nabożeństwo Drogi Krzyżowej: o godz. 16:00 dzieci , o 17:00 dorosłych
i o 19:00 młodzież.
3. W ramach kolędy odwiedzimy jeszcze:
poniedziałek ul. Poleska 3 i 5
wtorek ul. Poleska 6
Mieszkańców z ulic:ks. Piotra Skargi, Smoleńskiej, Węgrowskiej i Gościeradowskiej odwiedzimy na początku adwentu tego roku. Parafianom, których odwiedzaliśmy w ramach tyegorocznej kolędy dziękujemy za życzliwość z jaką się spotykaliśmy. Ofiary złożone z tej okazji będą przeznaczone odbudowę dachu kościoła.
4. W sobotę o godz. 19:00 w sali witrażowej na plebanii rozpocznie się cykl 5 katechez dla dorosłych,
przygotowujących do sakramentu bierzmowania.
5. Od wczoraj, na parafialnej stronie internetowej, możemy obejrzeć przejmujący film z pożaru naszego kościoła.
Słowo na niedzielę.
Przeczytany dziś fragment Ewangelii opowiada o ludziach, którzy zachwycili Boga swoją determinacją w upraszaniu łaski. Oto czterech mężczyzn przyniosło do Jezusa sparaliżowanego człowieka. Ile kilometrów musieli pokonać, jak poradzili sobie niosąc łoże z chorym, tego nie wiemy. Można się tylko domyślać, że taka wędrówka była szokującym przeżyciem dla kogoś, kto od wielu lat był przykuty do łoża.
Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy. I chwilę potem: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu. Powiedział to Chrystus po tym – jak mówi Ewangelia – gdy zobaczył wiarę człowieka dotkniętego chorobą paraliżu.
Tę historię ewangelista spisał dla duchowej korzyści nas wszystkich. Droga tego paralityka i innych Bożych szaleńców przypomina nam, że aby spotkać Jezusa człowiek musi niekiedy wyjść na pustynię, wdrapać się na drzewo, przepchać się przez tłum, obmyć łzami stopy Jezusa i wykrzyczeć wniebogłosy swoje błaganie. Dziwimy się niekiedy, że w sercu wciąż przeżywamy pustkę, że wysiłek naszego religijnego życia przynosi niewielki owoc. Ale czy nie jest to spowodowane tym, że chcemy spotkać Jezusa nie ruszając się spod ulubionego filaru w naszej parafialnej świątyni? Że chcemy spotkać Stwórcę nie opuszczając klęcznika w kaplicy czy krzesła przy naszym biurku? Że chcemy rozgryźć tajemnicę Boga z pobożną książką w ręku? A wszystko to uczynić bezpiecznie, w sposób kontrolowany, rozpisany na punkty. I przy tym wszystkim – żadnego ryzyka. Swoje kłopoty chcemy rozwiązać wnikliwą analizą naszego intelektu. Tak, jak uczeni w Piśmie, którzy byli świadkami uzdrowienia paralityka.
W zamyśle Chrystusa Jego uczniowie powinni podejmować ryzykowną wspinaczkę, by odnaleźć żywego Boga. Wśród chodzących do kościoła, wśród działających w grupach religijnych są tacy, którzy szukają przede wszystkim bezpieczeństwa i stabilizacji, lubią analizować ciekawe myśli teologiczne, a nade wszystko baczą na to, jak prezentują się na tle innych. Tuż obok są i ci, którzy ciągle ryzykują, wychodzą w nieznane i nierzadko denerwują tym pobożne otoczenie. Takich współczesnych Bożych szaleńców spotykam prawie codziennie. Na przykład tych, którzy z dnia na dzień rezygnują z pirackiego oprogramowania swoich komputerów, choć nie do końca wyobrażają sobie, jak będą teraz funkcjonować. Podziwiam żywą wiarę tych, którzy jadą w nieznane miejsce, do obcej wspólnoty, by przeżyć zamknięte rekolekcje. Jestem pod wrażeniem wielu spowiedzi z całego życia, gdzie ktoś wycofuje się z wieloletnich kłamstw, z krzywdzenia bliskich. Ludzie ci przełamują wstyd, płaczą jak dzieci. Są zdeterminowani i pokorni jak paralityk. Idą jak Piotr po wodzie, wspinają się jak Zacheusz na drzewo. Bóg kocha tych wszystkich szaleńców. Bo On chce być Bogiem szukanym, pożądanym, zdobywanym, a nie wykalkulowanym, metodologicznie opracowanym, wykupionym, jak ubezpieczeniowa polisa.
Łatwo dostrzec w Biblii, jak Bóg zaprasza człowieka do coraz bliższej relacji ze sobą. Najpierw opisana jest ona pojęciami garncarza i gliny. Stwórca przechodzi następnie do obrazu pasterza i owieczki, ale potem mówi, że jest naszym Panem, a my Jego sługami. To jednak nie wyczerpuje jeszcze całej głębi tego związku. Dlatego Bóg nazywa nas w pewnym momencie przyjaciółmi! Dalej znajdujemy sformułowanie jeszcze bardziej chwytające za serce: Bóg jest naszym Ojcem, a my jego dziećmi! I wreszcie kolejna metafora rozpala nasze serca do głębi: Bóg wzywa nas, byśmy kochali Go jako swojego Oblubieńca, jak pełnego uroku narzeczonego. Chrześcijaństwo to nie jest tylko chodzenie na nabożeństwa, zachowywanie przykazań, czy pomoc ubogim. Już w Starym Testamencie znajdujemy wzruszające słowa w księdze Ozeasza, gdzie Bóg mówi o ludziach, jak zakochany mężczyzna o swojej wybrance: /.../ chcę ją przynęcić, na pustynię /.../ i mówić jej do serca. Prorok Izajasz powie natomiast: Jak oblubieniec weseli się z oblubienicy, tak Bóg twój tobą się rozraduje. Czy dobrze to rozumiemy? Nasza wiara to nie są w istocie piątkowe posty, regularne spowiedzi, przestrzeganie moralności i intelektualna formacja. Bóg wzywa nas go gwałtownego i zażyłego związku. Kto tych spraw nie zrozumie może się bardzo rozczarować chrześcijaństwem. Ludzie bowiem przychodzą do Stwórcy, żeby dał im spokojne i bezpieczne życie, ale bywa tak, że On, dla ich dobra, nie spełnia tych próśb, wszystko przeprowadza inaczej i zabiera ich w podróż pełną mocnych wrażeń.
Gdyby człowiek, o którym opowiada dzisiejsza Ewangelia nie był sparaliżowany, to zapewne nigdy by się w tę szaloną podróż nie udał, a więc i Jezus grzechów by mu nie odpuścił. To choroba doprowadziła go do tego spotkania, do takiej wiary.
Bracie i siostro. Może ciągle nie potrafisz wziąć swojego łoża smutku, samotności, przygnębienia, bo od lat siedzisz w jednym miejscu i analizujesz wszystko własnym rozumem. Opuszczanie przez otwarty dach, publiczne uniżanie się do stóp Zbawiciela dosłownie cię przeraża. Chciałbyś wszystko tak załatwić dyskretnie, pod kontrolą i najlepiej, żeby nikt nic nie zauważył. Żeby na drzewo nie trzeba było wchodzić, i przez pustynię wędrować, i płakać przy wszystkich.
Cieszył się Chrystus z tych czterech mężczyzn, którzy nie załamali rąk, ale sobie urządzili z chorym przyjacielem wspinaczkę po dachu. Może sobie któryś z nich przy tej akcji rękę skaleczył czy rozerwał ubranie, ale tak to już bywa, jak się do Królestwa Niebieskiego przez ciasną bramę wchodzi. Ktoś kiedyś powiedział, że w niebie są tylko osoby kalekie. Ci, którzy sobie odcięli rękę i nogę, i oko wyłupali, kiedy ich grzech zniewalał. Pięknie to musi wyglądać, jak tych wszystkich Bożych kombatantów, którzy niebo szturmem zdobywali, którzy się przy tym pokaleczyli i poobcierali, jak tych wszystkich wyśmianych przez otoczenie, Jezus do swego domu wprowadza. Księga Apokalipsy mówi na ten temat takie piękne słowa: i każdą łzę otrze wtedy Bóg z ich oczu. Dlatego szczęśliwi płaczący, szczęśliwi, którzy w poszukiwaniu Boga chodzą po drzewach, dachach i po tafli jeziora.
/ na podstawie homilii ks. P.Pawlukiewicza/
6 Niedziela Zwykła 12.II.2012 r.
1.Dzisiaj o godz. 17:00 w dolnym kościele spotkanie Bractwa św. Szkaplerza.
2. Jutro o godz. 17:30 , tak jak każdego trzynastego dnia miesiąca, zapraszamy na nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego.
2. We wtorek w liturgii czcimy świętych Cyryla, mnicha i Metodego biskupa, patronów Europy.
3. W środę o godz. 19:00 zebranie rodziców dzieci przygotowujących się do I Komunii św.. Obecność obowiązkowa.
4. Fala mrozu, która w ostatnim czasie daje znać o sobie, jest odczuwana także w naszym kościele. Nie zapominajmy, że dach kościoła jest w ¾ prowizoryczny i bez ocieplenia. Nie sposób ogrzać takiego kościoła mimo włączonego ogrzewania gazowego i promienników ciepła.
5. Porządek kolędy w nadchodzącym tygodniu:
poniedziałek ul. Tykocińska od nr 21 do 30
wtorek ul. Tykocińska od nr 32 do 42
środa ul. Pratulińska 10 i 10A
czwartek ul. Gorzykowska, Hodowlana i Barkocińska
piątek ul. Ossowskiego 9
sobota ul. Biruty 6, 8 i Olgierda
6.W tygodnikach: Idziemy, Gość Niedzielny i Niedziela, znajdziemy wiele interesujących artykułów, wywiadów i reportaży. Zachęcamy do ich lektury.
Słowo na niedzielę
"Upadając na kolana, prosił Go: »Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić«”.
Oto sceneria, jaką dobrze znamy: małe miasto, zagubiona na uboczu wioska, życie płynące swoim codziennym rytmem. Jedni się rodzą, inni umierają. Towarzyszą im zwykłe ludzkie sprawy, codzienne obowiązki, naznaczone troską o godny byt. Czasem przychodzi wieść, iż ktoś zachorował i pewnie się już nie podniesie, bo to rak, ktoś inny znalazł się w szpitalu, bo "dopadł" go zawał i teraz będzie już musiał uważać na siebie. Na tę wieść zebrani zadumają się nad ulotnością życia i odejdą do swojej szarej codzienności. Taki jest ludzki los. "Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei" - wszystko zdaje się mówić ustami Hioba. Przyzwyczajamy się do takiego stanu rzeczy: coraz trudniej wyrwać się nam z marazmu, przekroczyć kołowrót tych samych, powtarzalnych czynności. Rutyna zabija ducha. Czy wolno nam się z tym pogodzić - w imię godności i powołania człowieka?
Kiedy Jezus wędrował po ziemi palestyńskiej, dotykał ludzkiej zwyczajności i ułomności. Postępowała za Nim sława cudotwórcy i kogoś, kto mówi w taki sposób, w jaki jeszcze nikt tego nie czynił - proroka głoszącego "naukę z mocą". Pozostawał po Nim niepokój, pamięć Bożej potęgi: niewidomi zaczynali widzieć, chromi - chodzić, trędowaci zostawali oczyszczeni. Jeszcze więcej było tych, którzy nie mieli szczęścia: zabrakło dla nich miejsca, nie było komu przynieść noszy i dalej musieli nieść brzemię swojego cierpienia. Po co to wszystko? - mógłby ktoś zapytać. Przecież Jezus nie uzdrowił wszystkich! Nie rozwiązał narastających przez lata problemów. Może lepiej było nie rozpalać w nadziei - albo wszyscy, albo nikt! Solidarność bólu sprawia, że łatwiej go znosić. Odrętwienie i stagnacja działają jak narkotyk, nie widzi się swojej małości i grzechu, gdy jest wokół półmrok. Dlaczego więc?...
Jezus w Ewangelii św. Marka jest ciągle w drodze. Gdy wczytujemy się w kolejne opisy spotkań, uzdrowień, nawróceń, uwagę zwraca na siebie fakt, iż są to tylko muśnięcia Bożej mocy. "Pójdźmy, gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem". Cóż to jest jeden dzień, gdy wokół tylu ludzi oczekujących pomocy, wsparcia. Krótkie chwile mógł im dać - ale jakże ważne! To był zasiew. Ziarno Słowa zostało rzucone w ludzkie serca. Zaczęło tam pęcznieć, kiełkować. U jednych - tęsknotą za innym życiem, którego perspektywę nagle dostrzegli. Pozostała w nich nadzieja, że powróci i dokończy dzieła. Inni woleliby zapomnieć - w nich Słowo rozbudziło złość, grzech został nazwany po imieniu. Stało się sędzią. Woleliby Go już więcej nie oglądać. Skrajne reakcje, diametralnie różne postawy. Jedno jest pewne: ci, którzy Go spotkali, stali się inni. Coś w nich się obudziło, zaniepokojone sumienie zaczęło przypominać o wyrządzonych krzywdach, zaczęły się pytania, poszukiwania. Marazm prysnął jak bańka mydlana. A potem jeszcze te powtarzane z ust do ust niezwykłe wieści, że ukrzyżowany - trzeciego dnia zmartwychwstał...
Słowo Boże ma to do siebie, że niepokoi, zmusza do rewizji życia. Tak było wtedy i tak jest dzisiaj. Podobne są też reakcje słuchających: w jednych budzi irytację, złość, prowokuje do skrajnych ocen, roznieca wściekłość na sam dźwięk słów modlitwy; w innych rozpala nadzieję, pozwala poskładać na nowo potrzaskaną duszę, prowadzi do nawrócenia. Jesteśmy dziś spragnieni Słowa prawdy i miłości - choć wielu się do tego nie przyzna. Mamy dość kłamstw i obłudy wokół, pseudoinformacyjnego zgiełku, który tylko wzmaga wewnętrzną pustkę. Szukamy po omacku, tymczasem ratunek jest tak blisko. Trzeba się tylko zdobyć na odwagę i porzucić marazm, przyzwyczajenie.
Pozwolić, by ziarno Słowa zakiełkowało w sercu.
Zaryzykować. Bóg da wzrost.
5 Niedziela Zwykła 5.II.2012 r.
1. Dzisiaj po Mszy św. o godz. 13:00 wystawienie Najświętszego Sakramentu i prywatna adoracja. O godz. 17:00 spotkanie Żywego Różańca, a o godz.18:00 nabożeństwo adoracyjne z procesją eucharystyczną.
2. Jutro o godz. 18:00 comiesięczna Msza św. zbiorowa za naszych bliskich zmarłych.
3. W sobotę 11.II. we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes obchodzimy Światowy Dzień Chorego. W naszym kościele o godz. 9:00 odprawimy Mszę św. w intencji chorych parafian z obrzędem udzielania sakramentu chorych .Uroczystości diecezjalne odbędą się o godz.11:00 w kościele Matki Bożej z Lourdes przy ul. Szwedzkiej.
4.We wtorki o godz.19:30 w dolnym kościele odbywają się spotkania dla narzeczonych.
5. W nadchodzącym tygodniu w ramach kolędy odwiedzimy naszych parafian:
poniedziałek ul. Junkiewicz 10 , 12 oraz Myszkowska 2
wtorek ul. Myszkowska 1, 1A,1B, i 4
środa ul. Myszkowska 33 i Święciańska
czwartek ul. Radzymińska 97 i stare budownictwo
piątek ul. Św. Wincentego
sobota ul. Oszmiańska 10
Słowo na niedzielę
Pan Jezus wchodzi do domu Szymona i Andrzeja. Uzdrawia teściową Szymona. Jezus chce wejść do każdego domu, aby uzdrawiać wszelkie chore sytuacje, relacje, studzić gorączki. Co wymaga uzdrowienia w naszych domach?
Gorączka pracoholizmu, sukcesu, pieniędzy, porządku, przesadnej troski o wszystko? Bywamy rozgorączkowani, żyjemy w jakimś nerwowym transie. Ale gorączka to stan chorobowy. Jezus chce ująć nas za rękę, podnieść i sprawić, by opuściło nas to rozgorączkowanie. „Gorączka ją opuściła i usługiwała im”. To brzmi tak, jakby gorączka usługiwała (nie bardzo rozumiem, dlaczego tak to przetłumaczono na polski), ale chodzi o to, że uzdrowiona teściowa powróciła do swoich zajęć. Nie da się służyć innym w malignie. Miłość prowadzi do rozumnej służby tym, których kochamy, nadmierne emocje bywają przeszkodą.
„Całe miasto było zebrane u drzwi”. Tak jest zawsze, gdy człowiek jest dobry i pomaga innym. Natychmiast ustawia się kolejka czekających na pomoc. Jezus uzdrowił wielu i wyrzucił wiele złych duchów, ale czy uleczył wszystkich, całe miasto? Wątpię. Jako człowiek musiał być zwyczajnie zmęczony. Przeżywamy czasem coś takiego. Czujemy presję, oczekiwanie, że zbawimy cały świat, że uleczymy każdą sytuację, bo przecież innym pomogliśmy. Mamy prawo być zmęczeni. I to jest dobre zmęczenie, choć nie przestaje być śmiertelnym zmęczeniem. Całkiem dosłownie. Wiele życiorysów świętych kończy się tak: „wyczerpany pracą ponad siły, zmarł…”.
„Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił”. Jezus nie poddał się gorączce uzdrawiania całego Kafarnaum. Szukał odpoczynku w modlitwie. Nie można tylko dawać. Wszyscy potrzebujemy ładowania akumulatora, podłączenia do źródła energii. „Wstał, wyszedł, udał się” – trzy dynamiczne czasowniki. Najtrudniej jest wybrać się na modlitwę. Wywalczyć czas, miejsce na przekór sobie i innym, którzy mówią, że inne sprawy są teraz ważniejsze.
„Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami…”. Tym razem gorączka opanowała Szymona. Czujemy jakąś nerwowość w tym szukaniu Jezusa, a nawet natarczywość lub pretensjonalność: „Wszyscy Cię szukają”. Szymon jakby chciał powiedzieć Panu: „Gdzie Ty się chowasz, dlaczego nie uzdrawiasz, dlaczego marnujesz czas?”. Słowa Jezusa przeciwnie, tchną pokojem: „Pójdźmy gdzie indziej…”. Spokojnie, Szymonie, nie uzdrowię całego twojego miasta, nie o to chodzi. Najważniejsze jest rzucanie ziarna Słowa, podkładanie ognia, który kiedyś wybuchnie wielkim płomieniem. Jezus uczy, że nie wolno działać bezmyślnie, pod presją opinii, zachcianek. Trzeba robić swoje: pracować i modlić się. Widzieć szerzej i dalej, a w Bogu odnajdywać siłę do pokornej służby.
ks. Tomasz Jaklewicz GN 05/2012 |
4. Niedziela Zwykła 29.I.2012 r.
1. W ostatnią niedzielę stycznia w Kościele jest obchodzony Światowy Dzień Trędowatych. Trąd jest chorobą, na którą wciąż cierpią mieszkańcy najuboższych rejonów świata.
2.W czwartek 2 II. obchodzimy Święto Ofiarowania Pańskiego, znane też jako Święto Matki Bożej Gromnicznej. Do kościoła przynosimy świece. W tym dniu modlimy się za wszystkie osoby konsekrowane.
Dodatkowa Msza św. o godz. 9:00.
3.W tym tygodniu przypada pierwszy piątek miesiąca. O godz. 9:00 Msza św.z formularza o Najświętszym Sercu Pana Jezusa. O godz.18:00 Msza św. z udziałem dzieci. Spowiedź od godz. 17:30.
4. W pierwszą sobotę lutego o godz. 9:00 Msza św. w kaplicy MB Częstochowskiej oraz adoracja Najświętszego Sakramentu do godz. 12:00.
5. We wtorki o godz. 19:30 w dolnym kościele odbywają się spotkania dla narzeczonych.
6. Porządek kolędy w nadchodzącym tygodniu:
poniedziałek ul. Junkiewicz 1 i 2 od godz. 16:00
wtorek ul. Junkiewicz 2A
środa ul. Junkiewicz 2B
czwartek ul. Junkiewicz 4
piątek ul. Junkiewicz 8
sobota ul. Junkiewicz 6 od godz. 15:00
Słowo na niedzielę
W Kafarnaum, w mieście św. Piotra, ludzie byli zauroczeni nauczaniem Jezusa.Kiedy przemawiał w synagodze słuchacze dostrzegli w Nim nauczyciela z niepodważalnym autorytetem. Zdumiewali się Jego nauką, jak podkreśla ewangelista.
W synagodze, jak słyszeliśmy, był też człowiek opętany przez ducha nieczystego. Jego demoniczny krzyk wywołał natychmiastową reakcję Jezusa: „Milcz i wyjdź z niego”. Nie było tam miejsca na kompromis, gdyż ze złem nie wchodzi się w żadne układy.
Podobnych spotkań Jezusa z opętanymi było więcej. Odnotowują je ewangeliści. Oto niektóre z nich.
„Gdy przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wybiegli Mu naprzeciw dwaj opętani, którzy wyszli z grobów, bardzo dzicy, tak że nikt nie mógł przejść tą drogą. Zaczęli krzyczeć: „Czego chcesz od nas, Jezusie” ?
„Kiedy szedł stronę Tyru i Sydonu kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha”.
„Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów”.
Jezus przed swoją śmiercią przekazał władzę nad duchami nieczystymi apostołom, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i słabości.
Dzisiaj także nie brakuje ludzi zniewolonych i opętanych przez złego ducha. Cechuje ich niechęć do Boga, Pisma św. osób konsekrowanych, do rzeczy poświęconych (krzyży, różańców, obrazków, wody święconej), do sakramentów. Fascynacje demoniczne obserwujemy także w muzyce, w filmie, sztuce czy internecie.
Z bólem obserwujemy jak wiele sfer naszego życia jest zainfekowanych przez mroczne siły. Szatan na różne sposoby próbuje oddalać nas od Boga, od modlitwy, od Eucharystii, Kościoła. To on zasiewa w nas wątpliwości, podcina zaufanie, pogłębia urazy. Trzeba nam rozpoznać ten głos by go zdemaskować i odrzucić. Idź precz szatanie.
Lekarstwem na zniewolenie przez demony jest egzorcyzm. Jeszcze kilkanaście lat temu , mało kto słyszał o egzorcystach. Obecnie w każdej diecezji jest co najmniej jeden egzorcysta i jak słyszymy mają ręce pełne roboty.
Egzorcyzmy to posługa uwalniania od zła, którą pełnił Jezus i którą zlecił swoim uczniom: "Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wyrzucajcie złe duchy" .
Słowom Jezusa podporządkowały się nawet duchy nieczyste. Słowo Boże ma moc egzorcyzmowania. Im więcej żyje w nas słów Boga, tym mniej miejsca na działanie demonów.
Pamiętajmy o tym.